Dzień 16. Akaemowicz i fabryka cegieł

Dzień 15. był to dziwny dzień, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia.
Jeden z uczestników wspomina (jakby to było wczoraj*), iż podczas cowieczornego podsumowania zupełnie nie spodziewał się tego, co czeka go kolejnego dnia.

Filip, jak co wieczór, wziął do ręki telefon i przedstawił uczestnikom podział obowiązków na kolejny dzień. W napięciu oczekiwaliśmy ogłoszenia wyników „losowania”.

W maszynie losującej znajdowało się dziesięć kolejno ułożonych kul. Bęben maszyny losującej był pusty. Nastąpiło zwolnienie blokady i rozpoczęło się losowanie…
…S jak Sulo.

Tak właśnie było, nie zmyślam. No, może tak trochę podkoloryzowałem. Tylko trochę.
Nie, żebym Was nie lubił, Drogie Czytelniczki i Czytelnicy (oraz, oczywiście, pozostałe Osoby oglądające obrazki), ale wiecie jak to jest – cały dzień pełen wrażeń, wydarzeń, emocji i-te-pe-i-te-de, a wieczorem, zamiast odpocząć i przygotować się na jutro, to trzeba jeszcze usiąść przed tym kąkuterem i kombinować, co tu napisać. A spać się chce.

Szanowni, nie będę opisywał po raz kolejny dokładnie tych samych punktów w ciągu dnia, które od zeszłego tygodnia stały się dla nas rutyną. Wcale nie dlatego, że jestem styrany jak koń na westernie i nie mam sił (a w życiu!), po prostu bardzo szanuję Wasze oczy i czas. Tak właśnie jest.

Zatem: Od rana Msza, jutrznia, śniadanie i praca. Potem obiad, sjesta, kawusia o 16 a następnie gry i zabawy z dziećmi na boisku. Dalej powrót na kolację, nieszpory, podsumowanie dnia i wieczorne rozmowy.

Tak mniej-więcej wyglądają nasze posiłki. Tutaj wyjątkowo europejsko, bo z makaronem.

Teoretycznie na tym mógłbym zakończyć pisanie blogaska, no ale nie oszukujmy się. W konsekwencji maszyna losująca mogłaby zawierać same kule z literą S już do końca wyjazdy. A tego nie chcemy**.

Zatem podejście drugie: Faktycznie po wczorajszych zawirowaniach w planie, dzisiaj wróciliśmy na utarty w poprzednich dniach szlak. Najpierw Msza, jutrznia i śniadanie, a po porannych stałych punktach udaliśmy się do pracy do FABRYKI CEGIEŁ.
Nie ukrywam, że kiedy dowiedziałem się, gdzie będziemy pracowali, oczami wyobraźni już widziałem tytuł Akaemowicz i fabryka czekolady cegieł, a dalej cały barwny opis, jak to znaleźliśmy w ananasie złote bilety na zwiedzanie P O T Ę Ż N E J fabryki, jakie wspaniałości tam widzieliśmy, jak niesamowicie sprawnie pracują i śpiewają Umpa-Lumpy… Tak tak, też to widzice?
No Niestety. Życie to nie je bajka. Rzeczywistość wygląda nieco inaczej.
Fabryka Cegieł okazała się ledwie kilkudziesięciometrowym skrawkiem pola przeplecionego zbiornikami na wodę***, między którymi ułożone były styrty glinianych cegieł, a zamiast wesoło śpiewających Umpa-Lumpów, byli po prostu zmęczeni naprawdę ciężką i wymagającą pracą młodzi ludzie.
Pytaliśmy, do kogo należy ta cała ceglarnia (nie, nie do Willego Wonki). Odpowiedź trochę nas zaskoczyła – do nikogo. Sama ziemia należy do Kościoła, natomiast nie była teraz w żaden sposób wykorzystywana, dlatego biskup udostępnił ją za darmo**** lokalnej ludności, żeby mogła z niej się utrzymywać.

Gdyby ktoś tylko zadał pytanie: A jak wygląda proces produkcji cegły?
Odpowiedziałbym: Najpierw zbiera się ziemię (glinę), miesza z jakąś zaprawą i wodą, a następnie formuje w bloki w specjalistycznym narzędziu składającym się z drewnianego kija i kilku deseczek.
Tak uformowana cegła zostaje odłożona bo obeschnięcia. W międzyczasie jest przekładana w różne pozycje i układana w stosy, żeby dobrze obeschła z każdej strony. Dalej układa się jeszcze jeden stos/piec, który oblepia się błotem w celu uszczelnienia. Na noc podkłada się ogień, a potem przez tydzień czeka, aż wszystko się wypali i ostygnie.

Brzmi prosto i tak jest. Po szybkim przeszkoleniu byliśmy w stanie wykonać większość prac związanych z działaniem ceglarni, ale uwierzcie mi – wielogodzinne przenoszenie takich ilości kilkukilowych klocków wymaga sporo siły. No i zapomnijcie o czystych ciuchach.

Nie da się ukryć, że cegły produkowane w ten sposób przypominają raczej wyrób cegłopodobny, no ale przecież nikt z tego strzelał nie będzie. Przy użyciu odpowiednio dużej ilości zaprawy, wystarczy do zbudowania podstawowych budynków po stosunkowo niższych kosztach.

Drugim wartym odnotowania wydarzeniem było kolejne pójście na boisko do Villa Maria. Tym razem nie zagraliśmy nawet jednego meczu, bo odbywał się jakiś ważniejszy trening tutejszej drużyny, ale ale! Nie z nami te numery. Byliśmy na to przygotowani.
Dzisiaj wzięliśmy ze sobą Chustę Klanzy, która okazała się strzałem w dziesiątkę. Jeżeli ktoś nie wie co to, to tłumaczę i objaśniam: Chusta Klanzy to duży, kolorowy, okrągły kawałek materiału z dziurą na środku i uchwytami na brzegu. Z niezrozumiałych dla mnie powodów*****, jest wyśmienitą zabawką dla dzieci na całym świecie, które za nią wprost szaleją. Z moich dorosłych obserwacji wynika, że chusta służy do:
– trzymania,
– machania,
– chodzenia/biegania/skakania dookoła niej, pod nią, na niej i w ogóle w jej pobliżu.
Powyższe czynności łączy się w odpowiednie kompilacje, co wynosi radość z zabawy na niespotykany dotąd poziom. Oczywiście wszystko pod okiem wybitnych animatorek gier i zabaw, którymi dzisiaj były: s. Ela, Emilia i Ola.
Zabawa była na tyle dobra, że z okolicy zbiegły się wszystkie dzieci, a kiedy musieliśmy już się pakować i wracać do siebie, trzeba było to zrobić bardzo sprawnie i zdecydowanie, bo inaczej siedzielibyśmy tam do teraz.

Oczywiście dbamy o higienę, ale czasami trzeba użyć środków nadzwyczajnych….

No, i to by było chyba na tyle. Jeszcze druga edycja mojego małego konkursu: W tekście zaszytych jest kilka cytatów/odniesień do wybitnych wytworów polskiej kultury. Kto je wskaże (przynajmniej 3), poza uściskiem dłoni, może liczyć na jakąś wybraną nagrodę 😀

O, a tutaj jeszcze kolejny filmik zmontowany przez Emilię.

Z wyrazami uszanowanka,
Sulo

* Bo to było wczoraj!
** Nie chcemy – ja i mój leń.
*** Szumnie nazwane. To były takie raczej większe i mniejsze doły wypełnione żółtawą breją.
**** A jak dobrze wiemy – Darmo to uczciwa cena.
***** To podobno kolejny symptom zbliżającej się starości 🙁

3 thoughts on “Dzień 16. Akaemowicz i fabryka cegieł

  1. 1) „Dzień 15. był to dziwny dzień, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia.” – Tutaj mamy „Ogniem i Mieczem” 😉

    2) „Nie z nami te numery.” – „Stawka większa niż życie” w parafrazie

    3) „Darmo to uczciwa cena” – tu mamy nawiązanie do pewnego polskiego animowanego serialu o bombowych przygodach w kosmosie!

    Czytam dalej! +

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.