Dzień 15 – Jak spragniona ziemia rosy…

Buongiorno, Hola, Hi!

              Mogłoby się wydawać, że dzisiaj czeka nas standardowy plan działania: 7 rano msza, później śniadanie bardziej lub mniej o czasie i o 9 wyruszenie do pracy gospodarstwie. I wszystko na to wskazywało, aż kilka minut przed naszym wyjściem zupełnie niespodziewanie zaczął padać deszcz, chociaż może ktoś bardzo gorliwie się o niego modlił na porannej eucharystii. A jak już się porządnie rozpadało, to było to równoznaczne z tym, że pracować nie idziemy, a przynajmniej na pewno dopóki pada. Ale nie był to czas stracony, bo w większości postanowiliśmy spędzić ten czas razem, grając w gry i rozmawiając, tylko nieliczni postanowili wykorzystać te dodatkowe minuty, a dokładniej godziny na złapanie chociaż odrobiny dodatkowego snu.

              A co dalej w naszym planie dnia, który należało dostosować do aktualnych warunków?  W związku z wolnym przedpołudniem udało Nam się uczestniczyć w Adoracji i z pewnością taki czas na wyciszenie i przemodlenie tego wszystkiego czego doświadczamy tutaj był niezwykle potrzebny każdemu z Nas.

              I wraz z Adoracją wydarzenia w ciągu Naszego dnia niezwykle przyśpieszyły, bo od razu po sjeście i obowiązkowym, dla części grupy, kubku prawdziwej kawy ruszyliśmy do fabryki wody, mieliśmy na własne oczy zobaczyć jak z wodoru i tlenu powstaje woda zdatna do picia. Ale zanim dojechaliśmy na miejsce, nastąpiło szybkie przeszkolenie z czesania prostych fryzur, bo skoro wczoraj tak sprawnie poszło ogolenie Filipa i księdza Jarka, to może otworzymy własny zakład fryzjerski…

Fabryki wody nie udało się nam zwiedzić, ale za to uzupełniliśmy nasze zapasy butelkowanej wody.

Ale na tym nie zakończyliśmy Naszej wycieczki i ruszyliśmy by zwiedzić dom sióstr Córek Maryi (Bannabikira), które to są pierwszym rdzennym żeńskim zgromadzeniem zakonnym Ugandy i całej Afryki Subsaharyjskiej. W Villa Maria znajduje się pierwszy ich dom, a w nim siostry tworzą m.in. piękne szaty liturgiczne. Dodatkowo udało nam się spotkać ze starszymi siostrami z tego zgromadzenia, porozmawiać z nimi, a nawet, co udało się chłopakom zatańczyć do piosenki Krawczyka „Za tobą pójdę jak na bal” z siostrą mającą 102 lata. Niesamowite było to, że na twarzach obecnych tam sióstr widoczna była radość i szczęście z Naszego przyjścia.

              Gdy już po powrocie myśleliśmy, że to koniec niespodzianek na dzisiaj, to okazało się, że przyszedł do Nas w odwiedziny ojciec Deus z 2 dziewczynami ze wspólnoty młodzieżowej. I zupełnie spontanicznie wyszło, że zaczęliśmy porównywać oba kraje – Ugandę i Polskę – a stąd już była prosta droga do przedstawienia prezentacji o Naszym kraju, opowiedzenia o historii, kulturze, zwyczajach, jedzeniu… I tu prym wiódł Filip, który w barwny sposób opowiadał o tym jak to u Nas wygląda, ale żeby nie było nie tylko On opowiadał. Dalej rzeczą, która sprawiła dużo radości i na pewno przełamała ostatnie lody, była nauka poloneza oraz belgijki, co wyszło Nam całkiem nieźle.

              To chyba tyle z tego co działo się u Nas dzisiaj, a na pewno są tu te najbardziej istotne rzeczy. Lecę spać, żeby mieć siły na wydarzenia dnia jutrzejszego.

Dobranoc

Kasia    

PS Trochę nam się zmieni plan w przyszłym tygodniu, a to za sprawą Siostry Stelli, która jest tu dla Nas niezastąpiona. Nie zdradzam co to się wydarzy, ale polecam uważnie wypatrywać nowych wieści!

2 thoughts on “Dzień 15 – Jak spragniona ziemia rosy…

  1. Pozdrawiamy. Pamiętamy o modlitwie za Was (i modlimy się też). Codziennie niecierpliwie czekamy na nowy wpis i zdjęcia. Prosimy o mniej zdjęć w koszulce z napisem „Dopiewo”.😂🤣😋😉 Bukowianie ❤

  2. Ojej, chyba wpuszczacie nieświadomych Ugandyjczyków w polskie maliny, bo że polonez to taniec polski – rozumiem, ale belgijka ?! Non licet 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.